Circle Labs V1000

O produktach firmy Circle Labs pisałem już na łamach Audio Idiom przybliżając wzmacniacz zintergrowany A200 tej firmy, który gościł u mnie w systemie, zanim trafił do mnie przedwzmacniacz gramofonowy V1000. Już wtedy wspominałem, że urządzenia tej krakowskiej manufaktury wzbudzają nie tylko zachwyty nad brzmieniem, ale i designem. Dzieje się tak dlatego, że obowiązki w firmie dzielone są przez dwóch pasjonatów, którzy uzupełniają się w kwestii profesjonalnych kompetencji. Rzadko bywa bowiem, aby konstruktora elektronika dopełniał profesjonalny designer, dla którego forma i wykończenie to elementy równie ważne jak topologia wzmacniacza i podzespoły dla tego pierwszego. Nie będę jednak wracał do tego samego, co pisałem uprzednio, wspomnę tylko, że linia estetyczna Circle Labs jest spójna, więc i w tym przypadku mamy do czynienia z urządzeniem wyglądającym podobnie. I tu, masywny frontowy panel wykonany jest z grubego szkła, a samo chassis z oksydowanego na czarno aluminium. Frontowy panel zdobią złote akcenty oraz biała liniatura liter. Podobnie jak w przypadku A200 urządzenie to wykonane z ogromną dbałością, co sprawia, że nie ma wątpliwości, iż mamy do czynienia z produktami klasy premium. 

Prezentowane urządzenie to pierwszy jak do tej pory w historii marki przedwzmacniacz gramofonowy. Jak już wielokrotnie pisałem, phono pre to urządzenie nieodzowne do słuchania płyty winylowej, które, z jednej strony, podnosi sygnał wkładki gramofonowej do akceptowalnych przez wzmacniacz poziomów, z drugiej, służy do wprowadzenia w tor dźwięku krzywej korekcji RIAA. Ustanowiony przez Recording Industry Association of America standard zapisu – stąd akronim RIAA – zaczął obowiązywać od około 1954. Wcześniej, zwłaszcza od 1940 r., każda wytwórnia płytowa stosowała własną korekcję – używano ponad 100 kombinacji częstotliwości przełączania i tłumienia. Oczywistą konsekwencją tego było uzyskiwanie różnych wyników odtwarzania, jeśli filtrowanie nagrywania i odtwarzania nie było dopasowane. Standard RIAA miał ograniczyć takie praktyki. Celem owego wyrównania było – i nadal jest – umożliwienie dłuższego czasu nagrywania, które uzyskano poprzez zmniejszenie średniej szerokości każdego rowka. Korekta RIAA obejmuje redukcję niskich częstotliwości oraz wzmocnienie wysokich częstotliwości, które należy następnie „odzyskać” w procesie odtwarzania płyty. Ta zadanie realizowane jest przed przedwzmacniacz gramofonowy właśnie.

Jakby tego było mało, preamp gramofonowy operuje na niezwykle niskich wartościach prądu, które musi wzmocnić kilkusetkrotnie. Sprawia to, że jest podatny na zniekształcenia, bowiem podnosząc tak niskie sygnały, podnosi razem z nimi wszelkie szumy. Konstruktorzy dwoją się i troją, aby te szumy ograniczyć, a że wraz z ograniczaniem szumów mogą wpływać także na jakość dźwięku i pozbywać go „żywotności”, zbudowanie dobrego pre gramofonowego to zadanie niełatwe. Liczy się wszystko – jakość podzespołów, typologia układu, obudowa, ale przede wszystkim zasilanie, które nie może wpływać negatywnie na działanie całego układu. Stąd powszechne w najlepszych rozwiązaniach rozdzielenie obudowy na zasilania i układ audio. Na podobne rozwiązanie zdecydowało się Circle Labs, aczkolwiek i to zrobiło nieco „po swojemu”. Zanim jednak przejdziemy do opisu tego rozwiązania, wspomnę tylko, że tak, jak w przypadku A200 i tu mamy do czynienia z najlepszymi podzespołami – zastosowano kondensatory Mundorf – własnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi (dwustopniowa stabilizacja napięcia) oraz niezwykłą dbałością o każdy szczegół. Na jakie rozwiązania zdecydowali się zatem konstruktorzy Circle Labs i co stanowi o wyjątkowości ich propozycji? 

Powiedzmy od razu – V1000 kusi wieloma rozwiązaniami, które wyróżniają ten preamp na tle innych. Po pierwsze, oferuje on podwójną regulację krzywej RIAA – wysokie i niskie częstotliwości osobno!! Dzięki temu, właściciele płyt z różnych okresów czasu, różnych produkcji – czasem tych kiepskich – mogą uratować brzmienie swojej ulubionej muzyki przysłowiowym jednym kliknięciem. Przypomnę tylko, że ekualizacja RIAA nie jest bynajmniej jedynym standardem, co więcej, dopuszczającym odchylenia od krzywej, co sprawia, że możliwość „dostrojenia” staje się rozwiązaniem wyjątkowo pro-konsumenckim. Po drugie, V1000 wyposażony jest w zintegrowany step-up do wzmacniania wkładek MC własnej konstrukcji i własnej produkcji. Takie rozwiązanie – opisywałem je chociażby w przypadku pre Line Magnetic LM-1 – sprawia, że otrzymujemy firmowy pakiet brzmieniowy i to w najlepszym możliwym rozwiązaniu. Step-up bowiem oferuje najczystsze pasywne wzmocnienie dźwięku w przypadku wkładek MC. W przypadku V1000 uzwojenie pierwotne bazuje na przewodniku Litz złożonym z 25 cienkich żył miedzianych izolowanych jedwabiem, natomiast uzwojenie wtórne wykonano z beztlenowej miedzi najwyższej czystości. Jakby tego było mało, to – po trzecie – konstruktorzy wyszli naprzeciw oczekiwaniom zaawansowanych „gramofoniarzy” umożliwiając podłączenie do niego dwóch ramion!! Przyznać muszę, sporo tych atrakcji, jak na jedno urządzenie!! 

 Na komentarz zasługuje jeszcze jedno rozwiązanie, które już anonsowałem, a zatem wyprowadzenie zasilania do osobnej obudowy. Jak zwykle w przypadku tej firmy jest ono niezwykle zgrabne i estetyczne, choć tym razem obudowa wykonana jest – co słuszne i zbawienne – z materiałów ferromagnetycznych, które ograniczają interferencje elektormagnetyczne. W rzeczywistości, osobne chassis nie zawiera całej sekcji zasilania, a sam transformator AC. Rozwiązanie to sprawia, że wszelkie zakłócenia elektryczne pochodzące od transformatora, które mogłyby generować szumy zostały ograniczone do minimum. Jest to szczególnie istotne wtedy, kiedy moc transformatora obliczona przez konstruktora jest nieco zawyżona, co wpływa korzystnie na zapas mocy i swobodę, z jaką urządzenie realizuje dynamikę. A im lepsze zasilanie, tym lepszy dźwięk.

Przejdźmy jednak do konkretów. V1000 to w pełni lampowy przedwzmacniacz gramofonowy MM/MC, zaprojektowany w topologii dual-mono. Sekcja MM pracuje w oparciu o cztery lampy ECC88/6922 (po dwie na kanał) w układzie bez sprzężenia zwrotnego, co pozwala zachować pełną liniowość i przejrzystość toru sygnałowego. Preamp oferuje wyjątkowo rozbudowaną regulację parametrów pracy. Użytkownik może niezależnie dobrać impedancję wejściową (od 10 do 1000 omów) oraz pojemność (od 0 do 320 pF) dla każdej z wkładek. Wzmocnienie wynosi odpowiednio 45 dB dla MM i 65–70 dB dla MC, co pozwala dopasować urządzenie do niemal każdego systemu. Na froncie znajdują się dwa pokrętła do manualnego wyboru charakterystyki korekcji – możliwa jest nie tylko standardowa RIAA, o czym wspominałem – ale również precyzyjne dostrojenie poszczególnych wartości czasowych (230, 318, 400, 630 µs oraz 100, 75, 50, 25 µs). Dodatkowe przełączniki umożliwiają wybór wejścia oraz trybu pracy (MC, Mute, MM). Urządzenie oferuje dwa wejścia RCA oraz komplet wyjść: RCA i zbalansowane XLR. To tyle gwoli przybliżenia parametrów i konstrukcji – reszta na stronie producenta – a my przejdźmy teraz do tego, jak to urządzenie interpretuje muzykę. 

Pierwsze, co należy zauważyć to absolutna cisza – brak jakiegokolwiek elektrycznego przydźwięku, brak szumu czy brumu, które w przypadku preampów phono bywają irytujące. To potwierdzenie, że elektrycznie urządzenie jest absolutnie bez zastrzeżeń. Pamiętajmy, to preamp lampowy, więc należy traktować takie osiągnięcie z uznaniem. Po drugie, łatwość obsługi i bezprecedensowy dostęp do podstawowych funkcji urządzenia. Regulacja ekualizacji, jak i wybór pomiędzy rodzajami wzmocnienia MM/MC znajduje się na frontowym panelu. Na frontowym panelu umieszczono także wyłącznik Mute – w przypadku płyt winylowych to rozwiązanie must have, co wiedzą wszyscy, którzy choć raz obsługiwali gramofon. Dzięki temu rozwiązaniu, przydźwięk towarzyszący opadającej na płytę wkładce zostaje wyeliminowany. Na uwagę zasługuje też regulacja pojemności dla wkładek – bynajmniej, nie jest to wciąż powszechne rozwiązanie – które zapewnia lepsze dostrojenie układu wkładka-preamp. Moim zdanie, wszystkie te rozwiązania zostały przemyślane, a w niektórych przypadkach wyprzedzają przyzwyczajenia użytkowników. 

Foto: Bartosz Mrozowski

A teraz last but not least, czyli brzmienie. Teoretycznie, przy urządzeniach z wyższej półki – przez co rozumiem nie (tylko) półkę cenową, ale przede wszystkim staranność konstrukcji i wykończenia – na dzień dobry otrzymujemy dźwięk, któremu nic nie można zarzucić. Tak jest i w tym przypadku. To dźwięk dobrze ułożony, szlachetny i czysty. W praktyce, aby dźwięk takiego urządzenia właściwie opisać, należy skupić się na szczegółach – to tam kryją się różnice, które przy pobieżnym słuchaniu uciekają naszej uwadze. W takich przypadkach aż kusi, żeby skłonić się ku metodzie porównawczej – porównać jedno urządzenie w bezpośrednim teście z drugim. Audio Idiom stroni jednak od takich rozwiązań, a nawet kiedy testy takie mają miejsce – ostatecznie, po odsłuchu zawsze wraca się do własnego systemu – to nie one stanowią punkt odniesienia ani tym bardziej model opisowy. I zanim opiszę wrażenia odsłuchowe i przybliżę charakter brzmienie V1000 pozwolę sobie powiedzieć, iż tym razem wgryzienie się w dźwięk tego urządzenia zajęło mi nieco więcej czasu niż zazwyczaj. Nie dlatego bynajmniej, że go nie słyszałem, ale dlatego, że niuanse, które starałem się wychwycić wymykały się moim możliwościom opisowym. Jeśli „diabeł tkwi w szczególe” to szczegół w tym przypadku był niezwykle niewielkich rozmiarów.

V1000 rysuje muzyczny obraz zwiewną i delikatną kreską. Kreska ta jest niezwykle precyzyjna i – chciałoby się powiedzieć – prowadzona pewną ręką. To ona decyduje o rytmie, ale to także dzięki niej otrzymujemy niezwykłą separację kształtów i form. To także dzięki niej otrzymujemy niezwykle precyzyjny obraz 3D. To raczej precyzyjna grafika komputerowa niż malarstwo na grubym płótnie. V1000 nie skupia się jednak tylko na kresce. Gdyby dalej trzymać się tej malarskiej metafory to należałoby powiedzieć, że jest równie precyzyjny, jeśli chodzi o wypełnienie barwą, przy czym jej dominanta spoczywa raczej po chłodniejszej stronie palety. I tutaj, nie należy spodziewać się grubych pociągnięć pędzla czy gwałtownych ekspresyjnych ruchów. Circle Labs jest ułożony, precyzyjny i powściągliwy, w dobrym sensie tego słowa. Nie ma się co dziwić – jest wszak przedstawicielem dobrze rozumianej współczesnej szkoły „grania”, gdzie audio porusza się raczej po obszarach sprawdzonych, bezpiecznych i pewnych. Jest to efektem pewnego powszechnego zjawiska, które sprawia, że we współczesnym świecie kategoria performance – wydajność, skuteczność, poprawność – wyparła kategorię oryginalności, czy też charyzmy. Nie ogranicza się to bynajmniej tylko do audio. Podobny model działania zauważamy w muzyce – coraz więcej takich muzyków i takiej muzyki, w której brak miejsca na niedoskonałości, nawet kosztem samej muzyki.

Foto: Bartosz Mrozowski

 Na szczęście, V1000 unika septyczności, pozostaje graczem o ludzkiej twarzy – we współczesnym audio to nieczęsta cecha – lubi muzykę i pozwala się nią cieszyć. To, co stanowi o jego niezwykłym atucie – oprócz rzecz jasna wszelkich wspomnianych powyżej – to możliwość dopasowania i dobrania wkładki, bowiem urządzenie to jest niezwykle plastyczne. U mnie w systemie V1000 współpracował z gramofonem J.Sikora Initial oraz ramieniem KV9 oraz wkładką EMT HSD006 (jako MM grała jedna z moich ulubionych vintage’owych wkładek, Denon DL-80) oraz kolumnami Falcon LS3/5a. To zdecydowanie transparentny układ z precyzyjną realizacją rytmu i barwy, czyli taki, który nie faworyzuje niczego, ale i niczego nie wybacza. Preamp Circle Labs zachował się w tym układzie jak niezwykle dojrzały gracz pokazując nie tylko klasę i „znajomość repertuaru”. Niczym współczesny wirtuoz, traktuje on bowiem muzykę jako pretekst do prezentacji, w której poprawność i precyzja nie wykluczają muzykalności i takim, w którym emocje nie są wypadkową muzycznej akcji, ale elementem podlegającym kontroli tak samo, jak każdy inny element składowy muzyki.

.

© Marcin Oleś