Proceder „słuchania oczami” jest w audio zjawiskiem powszechnym. To, jak sprzęt wygląda, jak jest wykończony, z jakich materiałów został wykonany, często bywa pierwszym kryterium oceny — a dla wielu pozostaje jedynym. Zwracamy uwagę na formę, wielkość, kolorystykę, a nawet wagę i na tej podstawie nie tyle oceniamy sprzęt, ile na starcie dodajemy lub odejmujemy mu punkty „za pochodzenie”. Bywa, że są to oceny irracjonalne, aczkolwiek zazwyczaj bazują one na utajonych potrzebach użytkowników oraz reprezentują ich kodeks wartości. Wszak sprzęt audio już dawno przestał być wyłącznie sprzętem. Stał się dobrem luksusowym. To jednak nie wytyczne konstrukcyjne – choć i tak bywa – wymusiły, aby audio „wyglądało”, aby poświadczało swoją cenę, aby przynależało do świata „salonu”, a nie „studia”, a potrzeby użytkownika, który coraz częściej traktuje audio jak talizman i oczekuje od audio statusu. To właśnie wygląd, design i wykończenie stały się drugim – obok ceny – kryterium weryfikacji sprzętu audio, spychając zmysł słuchu na dalsze pozycje.

Nie piszę tego jednak, aby ubolewać nad stanem rzeczy, a by zauważyć, że zmiana kategorii ma raczej charakter powszechny i stały. To niemalże przesunięcie o charakterze kulturowym i socjologicznym, gdzie słuchanie muzyki zmieniło status swojej funkcji, z tej o charakterze użytkowym – tu przesunięcie nastąpiło w stronę tańszych rozwiązań, czyli głośników bluetooth i telefonów – na funkcję o charakterze luksusowym i przynależnościowym. To właśnie ta zmiana przede wszystkim przyczynia się do wyalienowania samego audio poza obszar głównego użytkownika kultury, do społecznego ostracyzmu, niezrozumienia i wykluczenia, oraz do – a mówię to z pełną odpowiedzialnością – spekulatywnego charakteru działania niektórych gałęzi audio industry. To nie one są jednak przyczyną takiego stanu rzeczy, a skutkiem przesunięcia, o którym wspominam powyżej. Mamy zatem do czynienia z mechanizmem, którego działanie opiera się na iluzji, iż mamy do czynienia ze sprzętem profesjonalnym, ale kryteria jego oceny nie są bynajmniej użytkowe, a estetyczne. Ten sprzęt nie bierze udziału w crash testach, a jego ewentualne niewłaściwe działanie w materii dźwiękowej nie będzie miało konsekwencji poza salonem, w którym takowe urządzenie się znajdzie.

Tyle jednak gwoli wstępu i już śpieszę wyjaśnić, jaki był jego cel. Otóż, głównym tematem niniejszego tekstu jest urządzenie, którego wygląd od samego początku zachwycił mnie na tyle, iż chciałem przekonać się na własne uszy, jak coś tak szlachetnie i oryginalnie wyglądającego „gra”. Mechanizm, który opisałem, ujawnił się w czystej postaci. Ja – śmiem twierdzić, zaawansowany użytkownik audio – widząc Circle Labs A200 dostrzegłem nie tylko wyjątkowy design i wykończenie, ale i świadomość jego twórców, którzy niejedno już w życiu widzieli i słyszeli. Co więcej, świadomość ta pozwoliła im tworzyć audio, które nie tyle naśladuje innych, ile proponuje inne. Widząc bowiem A200 widziałem produkt pełnoskalowy, czyli taki, który postawiony na jednej półce ze światową czołówką, zaznaczy swoją obecność i potwierdzi klasę. Tak – przyznaję – wygląd sprawił, że bardzo chciałem wsłuchać się w to urządzenie i skonfrontować to co na zewnątrz, z tym, co w środku. Stało się to możliwe dzięki uprzejmości salonu Nautilus w Krakowie i choć testy nie trwały długo, to tekst utknął w kolejce zdarzeń – uszkodzony dysk komputera i odzysk danych zajęły ponad dwa miesiące – dlatego publikowany jest z niemałym poślizgiem.
DESIGN
Skoro tyle już zostało na ten temat powiedziane, zacznijmy od wyglądu. Jak każde urządzenie Circle Labs, A200 prezentuje topową estetykę współczesnego designu. To niezwykle udane połączenie różnych materiałów, mistrzowskie dopracowanie detali, idealne proporcje, a wszystko to zamknięte w stosunkowo prostej, czarnej formie. To jednak nie tyle po prostu czerń, ile studium czerni, które osiągnęło absolutne wyżyny sztuki projektowania. Szkło i aluminium nie tyle się tu dopełniają, co pozostają w ciągłym korowodzie świateł i cieni, odbić i faktur. Jeśli dodamy do tego niezwykle przemyślane użycie akcentów kolorystycznych – złota oprawa włącznika z firmowym logo czy kolorystyka i projekt samego wyświetlacza – to otrzymujemy formę, która balansuje między prostotą, a wyrafinowaniem. Z pewnością, to jedno z bardziej przemyślanych estetycznie urządzeń audio z jakimi miałem do czynienia.

BUDOWA I FUNKCJONALNOŚĆ
Podobna dbałość o detal cechuje to, jak Circle Labs podchodzi do podzespołów i topologii audio. I podobnie, jak w przypadku designu, nie mamy tu do czynienia z prostymi, jednoznacznymi rozwiązaniami. A200 to zintegrowany wzmacniacz hybrydowy łączący wstępne lampowe wzmocnienie z tranzystorową końcówką mocy pracującą w klasie AB. Jest konstrukcją o mocy 120 W dla 8 Ω i 200 W dla 4 Ω wyposażoną w wejście symetryczne XLR, trzy pary wejść liniowych RCA i wyjście pre out. Topologia urządzenia jest klarowna: precyzyjna regulacja głośności oparta na drabince rezystorowej prowadzi sygnał do jednostopniowego, lampowego przedwzmacniacza SE, a następnie do autorskiej końcówki mocy Circle Power. Zastosowanie lampy z rodziny ecc88/6922 w sekcji wstępnej, pracującej ze stałą polaryzacją i minimalną liczbą elementów pasywnych, wskazuje na świadome dążenie do prostoty toru i kontroli charakteru brzmienia już na jego początku. Końcówka mocy, zrealizowana w technologii dual mono, wykorzystuje prądowe sterowanie tranzystorów bipolarnych oraz osobne zasilanie dla każdego kanału. Wysoki współczynnik tłumienia i znaczna rezerwa prądowa przekładają się na dobrą kontrolę obciążenia i swobodę w doborze kolumn. Po więcej szczegółów odsyłam na stronę producenta.

ODSŁUCH I BRZMIENIE
Jak przystało na hybrydę, A200 łączy cechy tego, co najlepsze z obu światów. Lampowy preamp zapewnia nasycenie i barwę, a tranzystorowa końcówka mocy nie szczędzi w watach, aby zagrać najbardziej wymagającą muzykę. Z takiego rozwiązania korzystam często w moim własnym systemie – z tą tylko różnicą, że w moim przypadku nie jest to rozwiązanie zintegrowane. Znam zatem całkiem dobrze korzyści z tego płynące albo mówiąc ogólniej – cechy charakterystyczne takiego rozwiązania. Nie piszę jednak o tym dlatego, aby szukać jakichkolwiek podobieństw tudzież różnic, ale aby wspomnieć, iż rozwiązanie takie jest mi nie tylko znane, ale i bliskie. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć, iż na Audio Idiom jedynym punktem odniesienia, nie jest bynajmniej system referencyjny, a wyłącznie muzyka i barwa instrumentów w ich naturze. Referencją nie jest zatem subiektywny system audio, a obiektywny zestaw cech brzmień instrumentalnych, na które składają się brzmienie, faktura, dynamika, rozmiar, nasycenie, relacja z pomieszczeniem, etc. Niemniej, bez systemu nie byłoby odsłuchu, a ten w przypadku Audio Idiom bazuje na urządzeniach, które spełniły owo wyśrubowane kryterium wierności dźwięku. Circle Labs został podłączony do kolumn Falcon LS3/5a w wersji Golden Budge. Źródło stanowił głównie gramofon J.Sikora Initial wyposażony w ramię tej samej firmy KV9 oraz wkładkę EMT HSD006 i step-up Fezz Argentum. Jak zwykle w przypadku odsłuchów testowych Audio Idiom zostały wykorzystane nagrania, które pozwoliły ocenić możliwości jakimi dysponuje A200, takie, które pozwalają wejrzeć w głąb dźwięku, sprawdzić szybkość i dynamikę, zbadać, jak sprzęt radzi sobie ze skalą makro i mikro i czy jest na tyle dokładny, iż nie gubi się w gąszczu brzmień i faktur.

Zgodnie z przewidywaniem, wzmacniacz zintegrowany Circle Labs nie miał większych problemów z większością muzyki, która miała odkryć jego mocne i słabe strony. Nie dziwi to choćby z tego powodu faktu, że zapas mocy tego urządzenia pozwala na wiele. Wszak sama nazwa A200 to prawdopodobnie akronim od Amplifier 200W. Przypadkowo, bądź nie, nazwa ta odsyła nas do wzmacniacza uznanej japońskiej marki Accuphase, a samo to w kręgach miłośników japońskiej szkoły brzmienia stanowi poniekąd punkt odniesienia. Nie będę rozpisywał się, jak A200 radził sobie z poszczególnymi utworami – to pozostawiam zainteresowanym poczynić na własną rękę – a skupię się na charakterze dźwięku, który Circle Labs zaprojektował. Nie ulega bowiem wątpliwości, że mamy tu do czynienia z dojrzałą, w pełni określoną propozycją dźwięku. Znacząco na ową estetykę wpłynął wybór lamp do przedwzmacniacza. W danych od producenta możemy znaleźć informacje, że to lampa z rodziny ECC88. Brzmienie tejże określane jest mianem detalicznego, muzykalnego i ciepłego, co więcej, lampa ta słynie z niskiego poziomu szumów oraz długiej żywotności. Nie dziwi zatem jej wybór, ale wiąże się on z określonymi konsekwencjami, bowiem to w sekcji przedwzmacniacza rodzi się charakter dźwięku, który potem jest wzmacniany. Posłużę się tu pewnym uproszczeniem ze świata gramofonowego uniwersum dla przykładu. Choć na brzmienie toru analogowego składa się cały łańcuch urządzeń – gramofon, ramię, wkładka, step-up, phono plus kable – to charakter dźwięku tego toru zostaje wytyczony przez użytą wkładkę. Przedwzmacniacz pełni nieco podobną funkcję – to on wytycza kierunek grania – a wybór lampy dodatkowo go definiuje.

Jak zatem brzmi flagowa integra od Circle Labs? Czy jej wyrafinowana forma zewnętrzna i wewnętrzna topologia skrywa równie wyrafinowane brzmienie? A200 brzmi gładko. Jest precyzyjne, dokładne i szybkie. Gra muzykę w sposób sprawny i niczym najlepszy wirtuoz, czyni to bezwysiłkowo. Jest elegancki, dostojny i ma rozmach. Jego interpretacja muzyki zbliża się nieco do najlepszych japońskich wzorów, aczkolwiek pozwala sobie w niej na nieco więcej emocji. Nie epatuje jednak nimi, ale je zauważa i kiedy trzeba – dopuszcza do głosu. Bardziej skupia się jednak na estetyce, na zabawie i przyjemności z grania, niż na dźwiękowym verum. Potrafi uderzyć, ale czyni to elegancko. Jest szybki, ale skupia się na przyjemności podróży, nie na prędkości. Ceni sobie rozmach, acz równie ważne pozostaje dla niego bezpieczeństwo. Jest niczym dobra limuzyna z opcją cabrio, ale taką, która nie zrzuci kapelusza. Co do samej barwy, która jest tu absolutnie nienaganna, zauważyć można niewielką tendencję uwypuklenia basu – albo innymi słowy, dociążenia – co moim zdaniem wpisuje się w estetykę premium, gdzie duże osiągi nie wykluczają wygody. A200 to wzmacniacz, który lubi być lubiany, dlatego oferuje tak wiele. Wpisuje się w estetykę współczesnego audio, które unika skrajności, epatowania emocjami i niekoniecznie próbuje dociec prawdy. Służy przyjemności słuchania muzyki w najlepszej możliwej jakości. Circle Labs A200 to wzmacniacz zaprojektowany z myślą o równowadze. Nie aspiruje do bycia manifestem ani punktem odniesienia dla skrajnych postaw. Odpowiednio zestawiony, może stać się stabilnym centrum systemu — takim, które nie odciąga uwagi od muzyki, lecz pozwala jej po prostu być.
.
© Marcin Oleś
